Marlena czekała na Wikę przed szkołą. Chciała z nią pogadać. Minęła chwila, nim przyjaciółka zjawiła się.
- Hej! Po raz kolejny dzisiaj - uśmiechnęła się dziewczyna. - Idziemy?
- Tak!
- Marlena, z kim idziesz na dyskotekę?
- Nikt mnie nie zaprosił, więc nie idę. A ty?
- Ja mam partnera - powiedziała widocznie zadowolona Wiki.
- O! To super! To ten wielbiciel? Czyli jednak uczy się w naszym gimnazjum? - pytała podekscytowana Marlena.
- Nie, ten chłopaka się nie odzywał. Idę z Maksem z mojej klasy. Napisał mi dzisiaj karteczkę na plastyce czy chcę z nim iść. Super, nie?
- Tak. Super - odpowiedziała przyjaciółka, trochę zawiedziona.
"On naprawdę nie umie niczego załatwić!" - skarciła brata w myślach.
Dziewczyny doszły do swojego bloku i pożegnały się.
***
O 16 Marlena czekała na Sylwię tak, jak się umawiały. Dziewczyna zjawiła się z piętnastominutowym spóźnieniem. Widocznie już przygotowana na dyskotekę, bo była ubrana w płaszcz, czerwoną obcisłą spódnicę, czarną bluzkę na cieniutkich ramiączkach, beżowe rajstopy i botki na ok. siedmiocentymetrowym słupku. Włosy wyprostowała.
- Przepraszam za spóźnienie - powiedziała i uśmiechnęła się. - Mam nadzieję, że się nie obraziłaś.
- Nie, skąd? Jak można być obrażonym na Księżniczkę?
- Cha! cha! Marlena, miła jak zawsze.
- Daruj sobie! Po co przyszłaś?
- Tak właściwie to przyszłam, żeby zobaczyć się z Marcinem. Jest może w domu?
- Idziesz z nim na dyskotekę? Już mu współczuję... A uważasz, że gdzie ma być? Szykuje się, bo przecież nie może źle wyglądać przy Królewnie.
Marlena podeszła do drzwi, otworzyła je i krzyknęła:
- Marcin! Masz gościa u mnie w pokoju!
- Co? - Marcin wychylił głowę ze swojego pokoju.
- Masz gościa, który czeka na ciebie w m o i m pokoju. Pośpiesz się, bo nie mogę dłużej patrzeć na ten wypielęgnowany ryjek.
Marcin podszedł do Sylwii, przywitał się i zdziwiony zapytał:
- Nie byliśmy umówieni o 16.30 pod szkołą?
- Byliśmy, ale postanowiłam, że lepiej będzie, jeśli będziemy szli razem.
- Okej... Tylko, że ja nie jestem jeszcze gotowy.
- To nic - wtrąciła się Marlena. - Zabierz mi stąd tę lalunię, bo zaraz padnę, jak dłużej na nią popatrzę.
Dyskoteka zaczynała się o 17. Wiki umówioniona była z Maksem o 16.45. Czekała, więc ubrana płaszczyk, czapkę, szalik, jaskraworóżową bluzkę na ramiączka, beżowe rajstopy, wiązane czarne trzewiki i rozkloszowaną tiulową spódniczkę, podobną do spódniczek baletnic. Dziewczyna bardzo rzadko wkładała spódnice, choć stanowiły sporą część jej garderoby. Wyglądała uroczo. Widziała, że Marcin z Sylwią już weszli do budynku. Niedługo po tym zjawił się Maks. Przywitali się i przekroczyli próg szkoły. Po rozebraniu się z wierzchnich ubrań Wiki zauważyła, że partner ma na sobie czarny T-shirt z szarym nadrukiem, dżinsy z wąskimi nogawkami i trampki.
Wszyscy po zostawieniu kurtek w szatni, musieli udać się do sali gimnastycznej. Panował tam już tłok,a od ścian odbijały się kolorowe światła. Z głośników brzmiała piosenka James'a Arthura You're Nobody 'Til Somebody Loves You. Niektóre pary już tańczyły na parkiecie.
Marcin, ubrany w błękitną koszulę, spodnie z wąskimi nogawkami, w trampkach z kolorowymi sznurówkami i włosach postawionych na żel, tańczył z Sylwią, odwrócony twarzą do wejścia. Kiedy zobaczył roześmianą Wiki, wchodzącą do sali z Maksem, stanął jak wryty. Urok dziewczyny chyba go zaczarował.
Marlena czekała na Wikę przed szkołą. Chciała z nią pogadać. Minęła chwila, nim przyjaciółka zjawiła się.
- Hej! Po raz kolejny dzisiaj - uśmiechnęła się dziewczyna. - Idziemy?
- Tak!
- Marlena, z kim idziesz na dyskotekę?
- Nikt mnie nie zaprosił, więc nie idę. A ty?
- Ja mam partnera - powiedziała widocznie zadowolona Wiki.
- O! To super! To ten wielbiciel? Czyli jednak uczy się w naszym gimnazjum? - pytała podekscytowana Marlena.
- Nie, ten chłopaka się nie odzywał. Idę z Maksem z mojej klasy. Napisał mi dzisiaj karteczkę na plastyce czy chcę z nim iść. Super, nie?
- Tak. Super - odpowiedziała przyjaciółka, trochę zawiedziona.
"On naprawdę nie umie niczego załatwić!" - skarciła brata w myślach.
Dziewczyny doszły do swojego bloku i pożegnały się.
O 16 Marlena czekała na Sylwię tak, jak się umawiały. Dziewczyna zjawiła się z piętnastominutowym spóźnieniem. Widocznie już przygotowana na dyskotekę, bo była ubrana w płaszcz, czerwoną obcisłą spódnicę, czarną bluzkę na cieniutkich ramiączkach, beżowe rajstopy i botki na ok. siedmiocentymetrowym słupku. Włosy wyprostowała.
- Przepraszam za spóźnienie - powiedziała i uśmiechnęła się. - Mam nadzieję, że się nie obraziłaś.
- Nie, skąd? Jak można być obrażonym na Księżniczkę?
- Cha! cha! Marlena, miła jak zawsze.
- Daruj sobie! Po co przyszłaś?
- Tak właściwie to przyszłam, żeby zobaczyć się z Marcinem. Jest może w domu?
- Idziesz z nim na dyskotekę? Już mu współczuję... A uważasz, że gdzie ma być? Szykuje się, bo przecież nie może źle wyglądać przy Królewnie.
Marlena podeszła do drzwi, otworzyła je i krzyknęła:
- Marcin! Masz gościa u mnie w pokoju!
- Co? - Marcin wychylił głowę ze swojego pokoju.
- Masz gościa, który czeka na ciebie w m o i m pokoju. Pośpiesz się, bo nie mogę dłużej patrzeć na ten wypielęgnowany ryjek.
Marcin podszedł do Sylwii, przywitał się i zdziwiony zapytał:
- Nie byliśmy umówieni o 16.30 pod szkołą?
- Byliśmy, ale postanowiłam, że lepiej będzie, jeśli będziemy szli razem.
- Okej... Tylko, że ja nie jestem jeszcze gotowy.
- To nic - wtrąciła się Marlena. - Zabierz mi stąd tę lalunię, bo zaraz padnę, jak dłużej na nią popatrzę.
Dyskoteka zaczynała się o 17. Wiki umówioniona była z Maksem o 16.45. Czekała, więc ubrana płaszczyk, czapkę, szalik, jaskraworóżową bluzkę na ramiączka, beżowe rajstopy, wiązane czarne trzewiki i rozkloszowaną tiulową spódniczkę, podobną do spódniczek baletnic. Dziewczyna bardzo rzadko wkładała spódnice, choć stanowiły sporą część jej garderoby. Wyglądała uroczo. Widziała, że Marcin z Sylwią już weszli do budynku. Niedługo po tym zjawił się Maks. Przywitali się i przekroczyli próg szkoły. Po rozebraniu się z wierzchnich ubrań Wiki zauważyła, że partner ma na sobie czarny T-shirt z szarym nadrukiem, dżinsy z wąskimi nogawkami i trampki.
Wszyscy po zostawieniu kurtek w szatni, musieli udać się do sali gimnastycznej. Panował tam już tłok,a od ścian odbijały się kolorowe światła. Z głośników brzmiała piosenka James'a Arthura You're Nobody 'Til Somebody Loves You. Niektóre pary już tańczyły na parkiecie.
Marcin, ubrany w błękitną koszulę, spodnie z wąskimi nogawkami, w trampkach z kolorowymi sznurówkami i włosach postawionych na żel, tańczył z Sylwią, odwrócony twarzą do wejścia. Kiedy zobaczył roześmianą Wiki, wchodzącą do sali z Maksem, stanął jak wryty. Urok dziewczyny chyba go zaczarował.
- Tak!
- Marlena, z kim idziesz na dyskotekę?
- Nikt mnie nie zaprosił, więc nie idę. A ty?
- Ja mam partnera - powiedziała widocznie zadowolona Wiki.
- O! To super! To ten wielbiciel? Czyli jednak uczy się w naszym gimnazjum? - pytała podekscytowana Marlena.
- Nie, ten chłopaka się nie odzywał. Idę z Maksem z mojej klasy. Napisał mi dzisiaj karteczkę na plastyce czy chcę z nim iść. Super, nie?
- Tak. Super - odpowiedziała przyjaciółka, trochę zawiedziona.
"On naprawdę nie umie niczego załatwić!" - skarciła brata w myślach.
Dziewczyny doszły do swojego bloku i pożegnały się.
***
- Przepraszam za spóźnienie - powiedziała i uśmiechnęła się. - Mam nadzieję, że się nie obraziłaś.
- Nie, skąd? Jak można być obrażonym na Księżniczkę?
- Cha! cha! Marlena, miła jak zawsze.
- Daruj sobie! Po co przyszłaś?
- Tak właściwie to przyszłam, żeby zobaczyć się z Marcinem. Jest może w domu?
- Idziesz z nim na dyskotekę? Już mu współczuję... A uważasz, że gdzie ma być? Szykuje się, bo przecież nie może źle wyglądać przy Królewnie.
Marlena podeszła do drzwi, otworzyła je i krzyknęła:
- Marcin! Masz gościa u mnie w pokoju!
- Co? - Marcin wychylił głowę ze swojego pokoju.
- Masz gościa, który czeka na ciebie w m o i m pokoju. Pośpiesz się, bo nie mogę dłużej patrzeć na ten wypielęgnowany ryjek.
Marcin podszedł do Sylwii, przywitał się i zdziwiony zapytał:
- Nie byliśmy umówieni o 16.30 pod szkołą?
- Byliśmy, ale postanowiłam, że lepiej będzie, jeśli będziemy szli razem.
- Okej... Tylko, że ja nie jestem jeszcze gotowy.
- To nic - wtrąciła się Marlena. - Zabierz mi stąd tę lalunię, bo zaraz padnę, jak dłużej na nią popatrzę.
Dyskoteka zaczynała się o 17. Wiki umówioniona była z Maksem o 16.45. Czekała, więc ubrana płaszczyk, czapkę, szalik, jaskraworóżową bluzkę na ramiączka, beżowe rajstopy, wiązane czarne trzewiki i rozkloszowaną tiulową spódniczkę, podobną do spódniczek baletnic. Dziewczyna bardzo rzadko wkładała spódnice, choć stanowiły sporą część jej garderoby. Wyglądała uroczo. Widziała, że Marcin z Sylwią już weszli do budynku. Niedługo po tym zjawił się Maks. Przywitali się i przekroczyli próg szkoły. Po rozebraniu się z wierzchnich ubrań Wiki zauważyła, że partner ma na sobie czarny T-shirt z szarym nadrukiem, dżinsy z wąskimi nogawkami i trampki.
Wszyscy po zostawieniu kurtek w szatni, musieli udać się do sali gimnastycznej. Panował tam już tłok,a od ścian odbijały się kolorowe światła. Z głośników brzmiała piosenka James'a Arthura You're Nobody 'Til Somebody Loves You. Niektóre pary już tańczyły na parkiecie.
Marcin, ubrany w błękitną koszulę, spodnie z wąskimi nogawkami, w trampkach z kolorowymi sznurówkami i włosach postawionych na żel, tańczył z Sylwią, odwrócony twarzą do wejścia. Kiedy zobaczył roześmianą Wiki, wchodzącą do sali z Maksem, stanął jak wryty. Urok dziewczyny chyba go zaczarował.
Słodkie <3
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej i życzę weny :)
xoxo
mia