Spotkanie
miało odbyć się w sobotę. Marcin umówił się z Wiktorią przy mostku o 12.30.
Kilka dni temu spał pierwszy śnieg, a ponieważ temperatury nie były wyższe niż
0oC i śnieg padał niemal bez przerwy, trzeba było wyciągnąć ciepłe
buty i zimowe kurtki z szafy.
Wiki
obudziła się zbyt późno, bo do spotkania zostało 40 minut. Szybko zjadła dwa tosty z marmoladą, wykonała
poranną toaletę i delikatny makijaż. Udała się do pokoju i stała tam chwilę przed otawrtą szafą,
nie wiedząc co ubrać na spotkanie tego typu. Wybrała jednak ciepły różowy gruby
rozpinany sweter, top na ramiączka w jasnoróżowe dość duże kwiaty i ciemne
rurki. Po włożeniu ciemnych trzewików, chwyciła telefon i kurtkę z szalikiem i
czapką z bąblem i wyszła. W windzie, przeglądając się w lustrze, osądziła, że wygląda, jak mały bałwanek w
tej kurtce i postanowiła kupienie drugiej, w której będzie wyglądała lepiej.
Marcin już
czekał. Co prawda dziewczyna miała jeszcze 5 minut, ale chłopak stał
zdenerwowany, myśląc, że jednak zrezygnowała i nie przyjdzie.
Wika zbiegła
po schodach, wyszła z klatki i patrząc na zegarek, przyśpieszyła kroku. Do
miejsca spotkania zostało kilkanaście metrów. Dziewczyna zatrzymała się na
światłach. Widziała już postać, stojącą na mostku. Zielone światło. Spojrzała
się w prawo, lewo, w prawo. Weszła na pasy. Przeszła kilka metrów i nagle…
Poczuła silny ból i upadła. Kierowca, który potrącił Wiktorię, wyszedł z
samochodu i zamiast sprawdzić stan dziewczyny, zaczął oglądać zderzak
samochodu. W pewnej chwili do dziewczyny podbiegła młoda kobieta. I sprawdzając
stan potrąconej, zaczęła krzyczeć na mężczyznę, ale Wiktoria tego już nie
słyszała, ledwo widziała jak kobieta rusza ustami, obraz zaczął się jej rozmazywać, aż w końcu znikł…
Marcin
widząc co się stało na przejściu, zaczął biec, jak mógł najszybciej. Był
zszokowany widokiem nieprzytomnej Wiki. Zaczął krzyczeć:
- Czy ktoś
wezwał karetkę?!
- Tak, jak
tylko to zobaczyłam. Za chwilę będą razem z policją.
- Co?! Jaką
policją?! Przecież nic się nie stało!
- Nic się nie
stało?! Człowieku, ta dziewczyna jest nieprzytomna! Czy ty tego nie widzisz?! –krzyczał
Marcin.
- Weź odczep
się ode mnie gnojku! Śpieszę się na spotkanie. Do widzenia.
-
Chwileczkę! Gdzie się pan wybiera? Nigdzie pan nie ucieknie! – Tym razem do
akcji wkroczyła młoda kobieta, słysząc sygnał karetki, zbliżającej się do
miejsca wypadku razem z policją.
W tej chwili
samochody zatrzymały się. Ratownicy otoczyli Wiki i zaczęli ostrożnie badać
dziewczynę. Policja natomiast rozmawiała ze sprawcą wypadku. Marcin udzielił jednemu z ratowników informacji ile lat ma potrącona, jak się nazywa i obiecał zaraz
zadzwonić do rodziców dziewczyny i powiadomić ich o zdarzeniu. Dowiedział się,
że Wiki jest w bardzo ciężkim stanie. Ratownicy przeprowadzali reanimację na
ulicy, by przywrócić pracę serca.
Zaraz po
odjeździe karetki zadzwonił do Marleny.
- Cześć,
młoda! Słuchaj i nie przerywaj! Wiki miała wypadek… - nie zdążył dokończyć.
- Co?! Żartujesz
sobie? To niemożliwe…
- Miałaś nie
przerywać! Słuchaj! Dzwoń do jej rodziców i przekaż im, że Wiki miała wypadek i jest w ciężkim stanie. Zabrali ją do
szpitala na Piłsudskiego. Zaraz będę w domu, ale ty dzwoń natychmiast!
- Jasne! Narka!
Marcin
postanowił porozmawiać chwilę z młodą kobietą, która panowała nad sytuacją i
zatrzymała kierowcę. Okazało się, że jest studentką na trzecim roku na kierunku
filologii polskiej. Była ładna. Rudawe włosy, spięte w luźny kok. Delikatny
makijaż idealnie współgrał z beżowym kominem i czarnym płaszczykiem.
- Znasz tę dziewczynę. Słyszałam, jak podawałeś jej dane ratownikowi. Jest dla ciebie
kimś ważnym?
- Jak to
powiedzieć… Jest przyjaciółką mojej siostry. Szła na spotkanie ze mną…
Wymienialiśmy kilka SMS-ów, ale ona nie wiedziała z kim pisze. Właśnie dzisiaj
miała się dowiedzieć. Bardzo mi się podoba, już od dłuższego czasu, ale ona
chyba ma kogoś na oku… Zresztą… Nie zawsze jest tak, jak my chcemy…
- Jesteś
strasznie mądry – powiedziała rudowłosa i uśmiechnęła się serdecznie. –Podam ci
mój numer telefonu, bo chciałabym mieć kontakt z tą dziewczynką. A ty na pewno
będziesz wiedział, co z nią.
- Okej. Wiki
też chce być polonistką, może akurat będzie miała jakąś znajomą polonistkę,
oprócz tych w szkole.
- Jeśli tak,
to ja już jej na pewno nie odpuszczę! A tak w ogóle jestem Sara – powiedziała i
podała chudą zimną dłoń.
- Marcin.
Wybacz, ale siostra miała dzwonić do rodziców Wiki i raczej powinien już być w domu.
- Jasne, nie
ma sprawy. Będziemy w kontakcie, na razie.
Pomachała mu
i odeszła, a po chwili odszedł także Marcin.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz