środa, 11 września 2013

Rozdział 3. Orzechowe oczęta

         Słyszę pukanie do drzwi, nie ruszam się, bo mama już idzie otworzyć. 
- Dzień dobry, wejdź. Marlena jest u siebie w pokoju.
     Wiem kto to. Wiki. Otworzyłam drzwi do mojego pomieszczenia.
- Hej! - przywitałam się.
- Cześć - odpowiedziała ponuro Wika.
        Mama zrozumiała, żeby odejść i po chwili już jej nie było. 
- Chcę pogadać - powiedziała moja przyjaciółka.
       Objęłam ją ramieniem i weszłyśmy do mojego pokoju. Usiadłyśmy po turecku na łóżku i pierwsza odezwała się Wiki:
- Wygarnęłam wszystko Sylwii. Wykrzyczałam jej, że jest kretynką, że mam dość. Ona na to, czego mam dość. Powiedziałam jej. Wczoraj napisał do mnie Kuba, ten z mojej klasy. Chciał numer do, jak on to określił, "ślicznotki". Powiedziałam jej, że jest bezczelna, że jak śmie dawać nam rady dotyczące chłopaków. Na koniec wykrzyczałam jej, żeby się od ciebie i ode mnie odczepiła raz na zawsze. Nie obrazisz się na mnie za to? - Wika była naprawdę w złym stanie, siedziała ze spuszczona głową, a łzy ściekały jej po policzku.
- Wiki. - Podniosła głowę. - Już dawno chciałam jej to wyrzucić. Tylko ciągle to ona mi dogryzała tym, że jestem gruba. Przez nią tyle razy się kłóciłyśmy. Dobrze zrobiłaś. Ktoś musiał jej to wreszcie powiedzieć. Nie martw się - pocieszałam ją.
      Wstałam i objęłam ją mocno ramieniem. Było mi jej żal. Zawsze wszystko przeżywała dużo mocniej niż inni. Sylwia ją pewnie też dobijała tym, że za "panią Damą" szaleją chłopaki, a Wiki  czuła się brzydka. Szkoda mi jej.
      W pewnej chwili usłyszałyśmy pukanie do "wrot moje świata". Byłam pewna, że to mama. Wiki ocierała łzy, a ja podeszłam i otworzyłam drzwi. Spojrzałam zdziwiona, bo stał w nich mój starszy o rok brat Marcin.
- Mogę?
- Po co? - spytałam.
- Bo nudzę się,a jak się nie mylę, to jest Wiki. - Marcin wszedł, a raczej wepchał się do pokoju. - Hej! - uśmiechnął się.
- Hej! - Wiki odpowiedziła zduszonym przez wcześniejsze łzy głosem i też się lekko uśmiechnęła.
- Poza tym, z wami nigdy nie jest nudno - dodał. 
Przez następną godzinę graliśmy na konsoli.
- Dobra , Marlena. Ja już muszę iść. Świetnie się z wami bawiłam. Umiecie poprawić humor.
- Do usług - uśmiechnął się Marcin.
Odprowadziłam Wiki do drzwi.
- To cześć! Do widzenia!
- Hej! - odpowiedził Marcin.
- Cześć! - pożegnałam się.
-  Do widzenia! - ledwo dało się słyszeć z głebi mieszkania.
Potem wróciłam do mojego pokoju, a Marcin przyszedł za mną.
- Siostra, mam sprawę.
- O co chodzi? Chcesz pożyczyć kieszonkowe? Nie mam już.
- Oj, przestań. Czy ty myślisz, że zawsze chodzi o pieniądze? Chciałbym... Żebyś mi dała numer do...
- Wiki?
- Skąd wiesz? - spytał zdumiony.
- A czy ty myślisz, że tego nie widać jak się w nią wpatrujesz tymi orzechowymi oczętami, jak rzucasz te śmieszne teksty, a ona się śmieje jak wariatka? - spytałam uśmiechając się. - Pogadam z nią o tym, czy mogę.
- Ok. Poczekam. Zadzwonisz czy napiszesz na czacie?
- Dam ci znać! - krzyknęłam, a Marcin opuścił mój pokój.
                                                                          ***
     Jak ona śmiała mi tak ubliżyć? Ja bezczelna? Nie ja, tylko ona. "Odczep się ode mnie i od Marleny, raz na zawsze". Wredna. Jest brzydsza ode mnie, ale to nie powód, żeby mnie tak obrażać. 
     Nie mogę się tak łatwo odczepić od Marleny, bo ona ma przecież przystojnego starszego brata. Już, kiedy się tu wprowadziłam wpadł mi w oko. Nie mogę teraz tak sobie odpuścić. To nie w moim stylu. Muszę go zdobyć! Muszę! Nawet jeśli miało by to oznaczać przyjaźń  z tą grubą świnią - Marleną. 
                                                              

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz