piątek, 13 września 2013

Rozdział 5 Sznurówki w dwóch innych kolorach

   Po zakończeniu lekcji polskiego, wyszłam szybko z klasy, bo dostałam SMS'a od Wiki, żebyśmy spotkały się w szatni przy sklepiku szkolnym na tej przerwie. Zbiegłam po bocznych schodach i byłam na miejscu. Zobaczyłam biegnącą przyjaciółkę. Wyglądała uroczo. Jej krótki warkoczyk podnosił się do góry i po chwili opadał. Na policzkach pojawiły się rumieńce, a w oczach dało się zauważyć błysk. Zahamowała tuż przede mną i ukazała ząbki w szerokim uśmiechu. 

- Hej! - wydyszała.
- Hejo! O co chodzi? - spytałam.
- Słuchaj, napisał do mnie chłopak, ale nie mam zapisanego jego numeru w telefonie. To chyba ta twoja zaufana osoba - W tym momencie wyjęła swój gadżet z kieszeni jasnych dżinsowych rurek. Spojrzałam na nią. Dopiero teraz dostrzegłam, że jest chuda. Nie szczupła, ale chuda jak patyk. Czyżby się odchudzała? Jeszcze z nią o tym porozmawiam. 
- Masz! Przeczytaj to! - nakazała i przysunęłam mi telefon do  mojej twarzy. 
        Przeczytałam, uśmiechnęłam się i po cichu powiedziałam:
- Dobra robota!
- Co? - spytała Wiki. 
- Nie ważne - odpowiedziałam. Dobrze, że przy sklepiku zawsze jest gwar. To on sprawił, że moja przyjaciółka nie dosłyszała. - Ma chłopak odwagę. Odpisałaś mu coś?
- Co ty?! Zwariowałaś?! - krzyknęła, na tyle głośno, że osoby przechodzące obok spojrzały się na nas. W zamian za zdziwione spojrzenia, Wika rzuciła im szczery uśmiech.
- Nie. JESZCZE nie zwariowałam - odpowiedziałam. - Myślę, że powinnaś się z nim spotkać.       Tak na żywo, a nie w esemesowym świecie.
- Ty naprawdę zwariowałaś! Spotkać?! Chyba żartujesz!
- Słuchaj, przypominam ci, że ta osoba jest mi bliska. Nie zrobi ci krzywdy. Spotkaj się z nim. -                                     Wika kręciła przecząco głową, zgłaszając sprzeciw. - Jejku! Co ci szkodzi?
- Ty myślisz, że to tak łatwo. Łatwo to jest platać językiem. Co innego jak trzeba to zrobić. 
- Przestań, Wiki! Musisz się z nim spotkać. 
- Ok, ale pod warunkiem, że idziesz ze mną. 
      Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam:
- Zgoda. Napisz do niego, że chciałabyś się spotkać i wiedzieć czy uczy się w naszym gimnazjum, ewentualnie, jak ma na imię. Chociaż nie wiem czy ci odpowie na to. 
      Wika napisała wiadomośći i przeczytała ją na głos. Uznałam, że może być, a ona wysłała ją. Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że to długa przerwa. Uznałyśmy, że pójdziemy się jeszcze przejść się po szkole i pooglądać tegorocznych pierwszaków. 
                                                                            ***
      To długa przerwa. Super! Pobiegłam do planu lekcji i zobaczyłam, że IIIe ma na drugim piętrze. Sprawnie wbiegłam po schodach na wyznaczoną kondygnację, ale tak, żeby jak najmniej naruszyć moją fryzurę, czyli swobodne fale, mniej więcej od połowy długości włosów. Rozejrzałam się po holu. Na końcu lewej ściany siedział On. Jak zwykle śliczny. Miał krótko obcięte włosy, ale z lekko zapuszczoną grzywką. Patrzył orzechowo-miodowymi oczami i czarował zniewalającym uśmiechem. Ubrany w turkusową  koszulę i czarne spodnie z prostymi nogawkami. Na nogach miał krótkie trampki ze sznurówkami w dwóch innnych kolorach. Jedne neonowo żółte, a drugie neonowo zielone. Siedział i spisywał jakąś pracę. Podeszłam bliżej, stanęłam naprzeciw niego, zaprezentowałam mój uśmiech numer 1 i powiedziałam:
- Hej, Marcin! Miałbyś chwilę? Chciałabym pogadać.
- Czeeść - zdziwiony podniósł głowę znad zeszytu. - Dobra.
     Wstał i odeszliśmy kawałek. Słyszeliśmy jak jego koledzy wiwatowali na MÓJ widok. To nie moja wina, że podobam się tak wielu chłopakom. Ich problem. Mi to pochlebia.
- Dobra, o czym chcesz pogadać? - spytał przyjaźnie, a ja się uśmiechnęłam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz